wtorek, 2 kwietnia 2013

John Boyne - "Chłopiec w pasiastej piżamie"


Książek o obozach koncentracyjnych i okrucieństwach wojny powstało wiele. Sama przeczytałam pewnie z piętnaście. I jakkolwiek każda z nich jest  poruszająca, to „Chłopiec w pasiastej piżamie” jest naprawdę oryginalny. Decyduje o tym przede wszystkim fakt, ze narracja prowadzona jest z perspektywy kilkuletniego chłopca.

 Bruno jest synem esesmana,  kierującego obozem w Auschwitz. Chłopiec nie ma świadomości ogromu zbrodni, która dzieje się każdego dnia pod jego oknami. Widzi tylko tłumy ludzi ubranych w takie same „piżamki” o smutnych wyrazach twarzy i szarej cerze. Widzi wiele dzieci, które, ku jego zdziwieniu, nie bawią się, nie grają w piłkę, tylko chodzą w równych kierunkach z miejsca na miejsce.  Chłopiec nie może pogodzić się z tym, że musi tkwić samotnie w swoim domu, podczas gdy tyle dzieci jest „po drugiej stronie”. Dzieci takich jak on, z którymi mógłby się bawić…

Historia jest zbudowana na tyle interesująco, że nie zamierzam zdradzać zakończenia powieści, gdyż czytelnik straciłby całe zaskoczenie jakie niesie ono ze sobą. Chciałabym jednak mocno podkreślić, że takie książki zdarzają się rzadko. Mówi się, ze o okrucieństwach wojny powinno się pisać wprost, nie koloryzować, żeby nie zaburzać „prawdy”. Jak jednak odnieść do tego samą „prawdę”, która, przecież, jest tak bardzo relatywna…? Autor pokazuje „prawdę” dziecka, które wiedzie spokojne życie w pełnej rodzinie, bez widma głodu, ubóstwa czy braku środków do życia. I mimo, iż Brunonowi niczego nie brakuje, to, w całej swojej niewinności, zaczyna dostrzegać rzeczy niepasujące do całej układanki. Zaczyna zadawać sobie pytania: czym te dzieci różnią się ode mnie? Dlaczego chodzą w piżamkach po deszczu? Dlaczego nie mogę się z nimi bawić? Otrzymuje odpowiedź w zasadzie prostą, jednak bardzo enigmatyczną. „Bo to Żydzi”.  Dziecko jednak nie rozumie do końca znaczenia tego słowa. W umyśle dziecka nie istnieje tego typu klasyfikacja –on widzi drugiego człowieka- z nosem, parą oczu, ustami, rękami, nogami i tułowiem. I brak jakichkolwiek powodów, które mogłyby ograniczyć jego naturalną ciekawość wobec niego. Z „chłopca w pasiastej piżamie” można wyciągnąć jedną bardzo prostą lekcję: to nienawiść i zazdrość rodzi podziały. To chęć uzyskania władzy niszczy i degeneruje człowieka. To kompleksy, przecież tak bardzo bliskie każdemu człowiekowi, rodzą brak akceptacji dla odmienności. Widzi to dziecko, a dlaczego nie mogą dostrzec tego dorośli? Może faktycznie sporo racji miał Locke twierdząc, ze rodzimy się „czystą kartą”…?

Myślę, że oprócz ciekawej perspektywy, interesującego języka i frapującego zakończenia najważniejszym przesłaniem jest właśnie to, które opisałam. Może to trochę banał, pewnie tak, ale to banał, o którym nie można zapominać zwłaszcza teraz, w czasach, które tolerancji specjalnie nie sprzyjają.

Ogólna ocena to 8/10, czyli jesteśmy już bardzo blisko ideału…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz